Codzienność, pozbawiona piękna, staje się płaska. Nie dlatego, że traci coś z zewnętrznej atrakcyjności, lecz dlatego, że człowiek bez kontaktu z tym, co piękne — czy to w drugim człowieku, czy w sztuce — traci wewnętrzne oparcie. Piękno ma w sobie coś z równowagi i harmonii, które przeciwstawiają się hałasowi i przypadkowości świata. Jest jak powietrze dla duszy: przezroczyste, lecz absolutnie potrzebne.To, co naprawdę piękne, nie uwodzi spektakularnością. Piękno osób dobrych ma w sobie ciszę, której nie da się uchwycić w obrazie ani w słowie. Działa poprzez gest, ton głosu, gotowość do troski. Takie piękno nie jest dekoracją rzeczywistości, lecz jej fundamentem — pozwala innym trwać przy życiu bez cynizmu. W tym sensie człowiek piękny etycznie jest żywą strukturą estetyczną.Sztuka — nawet ta współczesna, niepokorna — pełni wobec nas podobną funkcję. Uczy patrzeć, widzieć, rozumieć. Zdejmuje z nas pychę pewności, że wiemy wszystko o sobie i o świecie. Piękno w sztuce otwiera fragment przestrzeni, w której można odetchnąć i zobaczyć coś więcej niż własne odbicie. To właśnie dlatego w galeriach szukamy czegoś, co niełatwo nazwać: kontaktu z życiem bardziej prawdziwym, oczyszczonym z nadmiaru i fałszu.Potrzeba obcowania z pięknem nie jest przywilejem, lecz formą higieny duchowej. W chaosie informacyjnym i przyspieszonym rytmie codzienności , powrotem do tego, co pierwotne i ludzkie. Spotkanie z obrazem, ze słowem, z drugim człowiekiem może przywrócić sens – nie przez wielkie wzruszenie, lecz przez cichą zgodę na istnienie świata, który wciąż potrafi być piękny.