Twórczość to akt nieustannego wyciskania esencji z rzeczywistości – tej zewnętrznej, kulturowej, społecznej, jak i tej osobistej, wewnętrznej. Artysta, stając na przecięciu tych dwóch porządków, staje się filtrem, przez który przepływają obrazy, emocje, symbole.
Im bardziej świadomie i blisko siebie oplecie tę rzeczywistość – im mocniej pozwoli jej wpłynąć na swoje jestestwo – tym bardziej fascynujące rezultaty może osiągnąć. Ale to nie tylko kwestia inspiracji. To akt świadomej translacji: przekształcenie tego, co widzialne i przeżywane, w to, co uniwersalne.
Twórczość nie jest tu więc ucieczką, ale narzędziem dialogu. A może nawet walki – z banałem codzienności, z własnymi ograniczeniami, z nieodłącznym poczuciem niedoskonałości. To proces, który nie kończy się nigdy.
Jakie miejsce w tej układance zajmuje osobista historia artysty? Myślę, że jest punktem wyjścia, ale nigdy celem.